• Wpisów:27
  • Średnio co: 18 godzin
  • Ostatni wpis:17 dni temu
  • Licznik odwiedzin:340 / 22 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Czuję się spokojniej sama, ale potrzebuję ludzi w swoim życiu.
 

 
Po prostu tęsknię. Nie chcę się do tego przyznać.

Mam dosyć swoich wahań nastrojów, które wywołuje tym, że napisze lub nie.

Jestem opryskliwa, bo wolę się zabezpieczyć mentalnie przed kolejną przykrą sytuacją.

Odpuszcza. Za szybko mówiąc okay, mówi: " nie jesteś dla mnie ważna, odpuszczam ten temat, bo nie chce mi się go ciągnąć. Stanowisz za duży problem, wolę kogoś łatwiejszego"

Dla mnie tak to wygląda, tak to odbieram.

Lubisz mnie? Udowodnij to. Nie odpuszczaj za szybko, postaraj się. Proszę...
 

 
Łatwo się ostatnio wyprowadzam z cierpliwości. Mam chęć na coś szalonego, ale nie sama.

Coś bym zrobiła.
 

 
wraz z nadchodzącym ciepłem czuję się dziwnie nierzeczywista
 

 
Odezwał się jeden. Ewidentnie sugeruje powtórkę naszych spotkań w celach erotycznych. Udaję, że nie wiem o co chodzi, bo skoro nie powie wprost, to ja nie mam zamiaru się do tego odnosić.
Nie zgodziłabym się. Nie w obecnym stanie ducha. Jestem po spowiedzi i chcę zachować czystość jak najdłużej.
Ale w głowie myśl, że szkoda, że to nie inny pisze po powtórkę.
 

 
Wiecie, ja mam dużo pretensji do mnóstwa ludzi, ale do siebie samej też. Żeby nie było, że ja jedna jedyna święta na tym świecie.
 

 
Nigdy nie wiem jak to jest z ustępowaniem ludziom.
Dlaczego to ja mam ulegać, ja mam się dostosować do innych, a nie oni do mnie? Czemu ja mam czekać, aż ktoś będzie miał dla mnie czas, a nie ta druga osoba powinna zrezygnować ze swoich planów ze względu na mnie?

Wiem, teraz przesadzam. Ale na przykład: umawiam się z kimś na odległy termin. "Ale ja nie wiem, czy mi coś nie wyskoczy". Po to umawiam się wcześniej, żebyś w takim wypadku odwołała coś innego.
Jeśli ja planuję jedno, o drugim nie myślę. Ktoś był pierwszy, tak?

Co może wyskoczyć? Spotkanie z inną osobą? Impreza rodzinna? Takie też da się przewidzieć. No, oprócz pogrzebów, to wiadomo, że rozumiem.

Ale jakoś mnie to kąsa. Umawianie się i posiadanie czasu dla innej osoby.
 

 
Radzenie ludziom też jest bezsensowne.
Oni mają mnóstwo wymówek na każdą twoją radę. Dlatego ja zazwyczaj pytam się ludzi co planują i czy uważają, że to dobry pomysł.
A jeszcze jak się zastosują do rady, coś się sypnie, to ty jesteś winna, bo tak doradziłas.

Radzić nie, zadawać pytań nie... Jak rozmawiać z ludźmi?
 

 
Tak się zastanawiam ile my kobiety straciłyśmy na tym równouprawnieniu.

Do pracy zawodowej? Jasne. A potem i tak jeszcze pracuj w domu. Do polityki? Kobiet i tak nikt nie słucha. A dawniej jak byy kobiety mądre i ogarnięte to potrafiły wpłynąć na decyzję swoich mężów, którzy się tą polityką zajmowli.

Nie wiem. Co z tego, że ja mogę iść na wybory i głosować, skoro w polityce każdy dąży do dobra własnego, nie wspólnego?

Co z tego, że mogę pracować i się kształcić jak i tak zarobię mniej od faceta? A w domu jestem sama?

Nie wiem. Tak samo jak nie rozumiem patriotyzmu. Jak można być dumnym z bycia Polakiem?
 

 
Usłyszałam kiedyś od znajomego, że on mnie nie będzie dopytywał o różne rzeczy, bo wychodzi z założenia, że jeśli będę chciała powiedzieć, to sama to zrobię. Bez dopytywań.

Rozumiem zatem, że skoro on rzucił hasłem typu: złamałem nogę, też nie powinnam dopytywać, tylko łaskawie czekać, aż się zechce że mną tym podzielić?

To jakaś paranoja.
 

 
Czasem mam wrażenie, że nie nadaję się do życia wśród ludzi. Męczę się przez to, że nie wiem co oni o mnie myślą, zastanawiam się czy są szczerzy ze mną czy też może potrzebują mnie do swoich własnych celów.

Równie mocno zastanawia mnie fakt czy to nie jest też tak, że to ja tak robię - nie jestem wobec nich szczera.

Czasem wolę się zamknąć i cierpieć w środku niż zrobić awanturę i oczyścić sytuację.
 

 
A może rzucić by to wszystko i wyjechać w Bieszczady?
 

 
Naprawdę mam dziką chęć, żeby ktoś mnie męczył. Co u mnie, co robię, na co mam chęć, co jadłam, o czym marzę. By ktoś stale się mną interesował. Nawet jak jestem szorstka.
Nie mówię o stalkingu, ale o takim kimś, kto cierpliwie by się do mnie zalecał.
 

 
Nie znoszę siebie za brak pewności siebie.
Wiem, że nie chcę się zgadzać na wiele ustępstw. Ale naginam się, bo wydaje mi się, że tak będzie lepiej, że wtedy coś uzyskam. A to nieprawda. Wychodząc naprzeciw czyimś oczekiwaniom, nie pozwalam by ktoś je wyraził. Wpycham się sama, całym swoim jestestwem. Męczę. Pozwalam sobie na zachowania niegodne kobiety. Dopraszam się uwagi, łaknę bliskości.

I nic z tego nie mam. Wychodzę na kobietce łatwą. A przez to mam do siebie pretensje.
 

 
Niesamowite, że łatwo przychodzi mi odpuszczanie sobie pewnych czynności czy znajomości.

Nie? To nie. Następny proszę.

Nie masz dla mnie czasu? Spoko. Rozumiem. Nie szukam kogoś takiego w swoim życiu. Następny.

Skoro ty nie chcesz się dostosować do moich potrzeb, czemu ja mam się zgadzać na zasady proponowane przez ciebie? Następny.

Chcesz mnie, bo jestem seksowna, ale do związku się nie nadaję? Następny.

Uważasz, że mam za mało zdolności łóżkowych, ale nie pasuje Ci to, gdy już jesteśmy po? Następny.

A potem zdziwienie, że jestem samotna. Po prostu chcę pewnych rzeczy. Można się dogadać. Uważasz, że to złe postępowanie? Następny...
 

 
Nie znoszę tego, co sobie robię, a potem mam pretensje do innych, że mi na to pozwolili.
 

 
Tak strasznie, strasznie brakuje mi kogoś, do kogo mogłabym się przytulić.

Miałam znajomego. "Zawsze Ci pomogę, dzwoń w nocy o północy", a tymczasem zwykła konwersacja w dzień nam nie wychodzi.

Zarzuciłam mu to. Usłyszałam, że on ma swoje życie i żebym nie próbowała wzbudzić w nim litości. Że nim manipuluję. A ja go po prostu potrzebuję. Codziennie. To aż tak złe?

Pewnie tak.

Tęsknię za nim.
 

 
Jestem rozbita.

Mam wrażenie, że niby się tu ukrywam, a w rzeczywistości macham chorągiewką. "Ej, tu jestem. Znajdź mnie, zainteresuj się mną."

Brakuje mi tego. Boleśnie. Dobijania się do mnie. Pytania co czuję, co u mnie słychać. Tych ludzi, na których mi zależy.

Ale co tam. Zbytnia bliskość za bardzo boli. Może dlatego wyłączyłam możliwość komentowania?
 

 
Wkurzam się na siebie.

Przez kogoś. Chyba sobie nie mogę darować. No nie mogę!

Jakbym miała mało problemów sama ze sobą.

A najlepiej, że człowiek by chciał, żeby ktoś na niego zwrócił uwagę, przytulił, zabiegał.

Głupio mi z powodu moich mało dorosłych decyzji.
 

 
Czasem wydaje mi się, że sierotom jest w życiu lepiej.

Jasne, cierpią z powodu braku rodziców, ale nie muszą się też na nich oglądać. Gdzie pojechać na święta? W Polskę czy do rodziców? Zmienić pracę? A co rodzice powiedzą? Rozczarowuje się ich czy siebie?

Kiedy jesteś pozbawiony balastu i obciążeń poruszasz się szybciej. Kotwica to fajna rzecz, ale czyż czasem nie chciałoby się bezładnie dryfować po morzu?
 

 
Najgorsze w życiu są wahania.

Po podjęciu decyzji powinnam zamknąć oczy i być głucha na wszystko.

Decyzja. Konsekwencja. I do przodu.
 

 
Mam tak, że jak z kimś rozmawiam, to zniosę wszystko. Wszystko przyjmę. Wszystko zrozumiem.

Ale potem usłyszane słowa zaczynają we mnie buzować. Wypłyną na powierzchnię, zapadną się w głąb. I osiadają w środku. Jak huba. I za każdym razem gdy mijam to drzewo, wracam myślami do rozmowy, ta huba wystaje. Jak pasożyt. I w końcu nie ma już wspomnienia rozmowy. Całe drzewo jest zainfekowane. Widzę tylko hubę.

Uciąć? Nie da się. Trzeba wykarczować drzewo, a najlepiej dla pewności cały las.
 

 
Czemu kobiety godzą się na to, by facet je wyzywał, bił i poniżał? Godził w ich poczucie własnej wartości?

Czemu to się zaczyna od małych rzeczy, których nie zauważamy, które bagatelizujemy?

Dziękuję, postoję. Nie pozwolę na to, by jakikolwiek mężczyzna miał źle wpływać na moją własną opinię o sobie.

Pewnie, nie jestem aniołem i prędzej czy później sama dojdę do własnych błędów, ale zdecydowanie wolę być bardziej wyrozumiała względem siebie niż osądzająca.
 

 
Taka ładna pogoda, a ja muszę jechać do dziadków.

Obrzydli mi już. Za dużo jest z nimi pracy.

A tata sobie nie radzi i znów zaczął pić, co nie wpływa pozytywnie na mój stosunek do dziadków.
 

 
Dobra. A niech tam.
Przyznam się.
Ukrywam się tu. Sama nie wiem co robię ze swoim życiem i czemu nic.
Szukam w sobie odwagi by zerwać z nałogami i z tym, jak bardzo czuję się uzależniona od tego, co myślą o mnie inni.
Nie umiem być w pełni sobą, bo boję się, że się to komuś nie spodoba.
Nie wiem czemu tak robię. Będę się uczyła jak to zmienić. Jak przestać skamleć jak suka o uwagę swojego pana.
Sprawa jest ułatwiona, bo żadnego pana nie ma, ale sens do ogarnięcia.
Chcę przestać patrzeć na siebie przez pryzmat tego, czy to co robię, jest w porządku dla innych.
Po co mi w życiu ludzie, przez których nie czuję się dobrze?

Kobieto, trochę egoizmu!
 

 
Czasem mam wrażenie, że muszę się zawsze ukrywać.
Że to bezpieczniejsza opcja.
Dając ludziom się poznać, stajemy się bezradni. Skazani na ich łaskę i niełaskę.
Ale jeśli jestem pewna, że to co robię jest czymś słuszne, kto ma prawo mówić mi, że to co robię jest złe? Niewłaściwe? Nie wiem jakie będą efekty moich działań, ale inni też nie wiedzą.

Czasem chciałabym mieć w sobie taką odwagę, by mówić ludziom to co o nich myślę prosto w oczy. Ale... Kto mi dał takie prawo? Myśleć mogę wszystko. Mówić - niekoniecznie.
 

 
W życiu bym się nie spodziewała, że to zrobię.

A jednak.

Kto by się spodziewał.

Kim jestem?

Jestem zawsze niepewna. Przed podjęciem każdej decyzji muszę się zastanowić milion razy. A i tak nie umiem stwierdzić, czy raz podjęta decyzja jest słuszną decyzją.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›